Cien | Food For Skin – Świetne maski do pielęgnacji twarzy z Lidla

Witajcie Kochane! Chciałabym Wam dzisiaj napisać kilka słów na temat dwóch, a właściwie czterech masek z Lidla z serii Food For Skin. Seria ta podbija serca fanek kosmetyków już od kilku tygodni, więc i ja postanowiłam sprawdzić jak te produkty się sprawdzają.

Opis produktu (wersja zielono-niebieska):

Oczyszczenie z czarnym węglem i trawą cytrynową. Maska-peeling do twarzy – głęboko oczyszcza i peelinguje skórę. Zmniejsza widoczność porów i zaskórników. Zapobiega błyszczeniu się skóry. Pozostawia skórę wygładzoną i miękką.
Sposób użycia: Nanieś grubą warstwę maski-peelingu na oczyszczoną strefę T (czoło, nos, broda), omijając okolice oczu. Pozostaw na 15 minut. Zmyj.

Odświeżenie z zieloną glinką i ogórkiem. Maska do twarzy – oczyszcza i wygładza powierzchnię skórę. Zapobiega powstawaniu zaskórników i niedoskonałości. Ujednolica koloryt skóry i działa matująco. Zapewnia skórze uczucie świeżości i orzeźwienia.

Cena: 1,99 zł

Przyznam szczerze, że bardzo długo nie mogłam natrafić na te maseczki w Lidlach znajdujących się w mojej okolicy. W końcu jednak i mi udało się je dorwać i to w bardzo okazyjnej cenie, ponieważ trafiłam na promocję i za jeden zabieg zapłaciłam mniej niż złotówkę.

W tej serii dostępnie są dwie wersje maski: zielono-niebieska i różowo-żółta. Obie bardzo mnie zaintrygowały, więc nie wiele myśląc kupiłam obie. Jako pierwszą przetestowałam wersję różowo-żółtą, ponieważ zaciekawił mnie jej opis.

Różowo-żółta wersja składa się z oczyszczającej maski-peelingu (saszetka różowa), oraz nadającej blask maski-peelingu enzymatycznego (żółta saszetka). Zawartość różowej saszetki postanowiłam przetestować  w pierwszej kolejności. Mimo, że w przeznaczeniu jest to maska dedykowana na strefę T, ja postanowiłam nałożyć ją na całą twarz, ponieważ maski jest bardzo dużo. Maska jest gęsta, ma w sobie drobne granulki peelingujące, oraz jest biała dzięki zawartości białej glinki. Wadą maski jest to, że od razu po jej nałożeniu piekła mnie twarz. Jest to dosyć niepokojący objaw, jednak byłam na to przygotowana, ponieważ czytałam o tym na blogach innych dziewczyn. Tak, więc mimo pieczenia zaryzykowałam i wytrzymałam pełne 15 minut, które zaleca producent i nie żałuję, ponieważ efekty mnie bardzo pozytywnie zaskoczyły. Skóra po zmyciu maski była: oczyszczona, mega gładka i pozbawiona suchych skórek, dzięki zawartości drobinek peelingujących, które złuszczały skórę podczas zmywania maski.

Po zmyciu pierwszej maski przyszedł czas na drugą, która znajdowała się w żółtej saszetce. Ta wersja jest praktycznie przeźroczysta, dosyć rzadka (lekko żelowa), a jej głównym atutem jest piękny zapach. Niestety również przy tej wersji skóra mnie piekła już po chwili od nałożenia maseczki, jednak i w tym przypadku postanowiłam to wytrzymać zachęcona efektami jakie zobaczyłam po zmyciu pierwszej maski. Po tej maseczce moja skóra (tak jak zapewnia producent) stała się rozświetlona i promienna, a także odżywiona.

Zielono-niebieska wersja składa się z oczyszczającej maski-peelingu (saszetka zielona), oraz maski odświeżającej (saszetka niebieska). W przypadku tej wersji testy zaczęłam również od górnej części, czyli od zielonej saszetki. Maseczka z tej saszetki jest ciemno szara, ponieważ w jej składzie jest węgiel. W tej wersji również znajdują się peelingujące drobinki, które złuszczają naskórek podczas zmywania maski. W przypadku tej maski również od razu po jej nałożeniu odczuwałam pieczenie skóry, ale znacznie delikatniejsze niż w przypadku dwóch poprzednich produktów. Skóra po zmyciu tej maski była: oczyszczona, gładka i pozbawiona suchych skórek, ale niestety również delikatnie ściągnięta, więc nie polecam jej posiadaczkom suchej i wrażliwej skóry.

Ostatnia maska którą przetestowałam kryła się w niebieskiej saszetce. Wersja ta ma za zadanie odświeżyć skórę, a za to ma być odpowiedzialny ekstrakt z ogórka i zielona glinka. Ta wersja jako jedyna nie wywołała u mnie uczucia pieczenia, co jest oczywistym plusem. Maska jest bardzo jasna, z lekko zielonym zabarwieniem. Maseczka jest dosyć gęsta, dzięki czemu łatwo się nakłada i bardzo szybko wysycha, najszybciej ze wszystkich czterech masek. Po jej zmyciu ukazuje nam się ładna, promienna skóra, oraz oczyszczona skóra.

Podsumowując wszystkie cztery maseczki muszę przyznać, że są to naprawdę fajne produkty. Szczególnie polecam je posiadaczkom skóry normalnej, mieszanej i tłustej. Jeśli posiadaczki skóry suchej i wrażliwej chcą przetestować te maseczki, powinny najpierw wykonać sobie próbę uczuleniową. Chociaż tak właściwie taką próbę powinna wykonywać każda z nas, gdy zdecyduje się na użycie nowego kosmetyku – lepiej dmuchać na zimne.

Maski są stosunkowo łatwo dostępne, tanie, a jedna saszetka spokojnie wystarcza na pokrycie całej twarzy, szyi i części dekoltu. Wszystkie cztery maski pięknie pachną, łatwo się nakładają i bezproblemowo zmywają. Każda pozytywnie wpływa na wygląd i kondycję mojej skóry. Głównym minusem tych masek jest to, że wywołują pieczenie, ale muszę obiektywnie przyznać, że tylko za pierwszym razem było to dla mnie niekomfortowe. Podczas kolejnych aplikacji absolutnie mi to nie przeszkadzało. Z przyjemnością nadal będę używać tych masek i będąc w Lidlu zrobię sobie ich zapas, a może nawet wypróbuję inne kosmetyki z tej nowej serii.

Na dzisiaj to już wszystko. Zapraszam Was również na Instagram @eklektyczna_beauty, oraz Facebook @eklektycznabeauty tam zawsze publikuję informacje o nowych wpisach. Dodatkowo zachęcam Was do zaobserwowania mojego bloga, żeby być na bieżąco ze wszystkimi moimi postami. Pozdrawiam Kamila…

5 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s